RETENCJA DANYCH W PL
1. Wstęp
Gromadzenie i archiwizowanie danych o ruchu w sieciach telekomunikacyjnych dla potrzeb
organów _ścigania i służb specjalnych jest koncepcją kontrowersyjną. Wg
jednych - stanowi głęboką ingerencję w sferę praw i wolności obywatelskich,
która narusza utrwalone w Europie standardy ochrony praw człowieka. Wg
drugich – jest niezbędnym warunkiem bezpieczeństwa publicznego w erze
społeczeństwa informacyjnego i globalnego zagrożenia terroryzmem. W opinii
trzecich – to kosztowne i nieefektywne narządzie, którego wprowadzenie może
przyczynić się nie tyle do podniesienia poziomu bezpieczeństwa obywateli, co
poziomu cen usług telekomunikacyjnych.
W założeniu, retencja danych ma zapewnić policji pełną kontrolę nad
wirtualnymi interakcjami użytkowników sieci. Pozwala bowiem, nawet po
upływie długiego czasu, dotrzeć do ”elektronicznych śladów” popełnionego
przestępstwa, którymi mogą okazać się dane ruchowe - generowane w toku
normalnej działalności gospodarczej przez operatorów telekomunikacyjnych
lub dostawców dostępu do Internetu i zazwyczaj po upływie stosunkowo
krótkiego czasu - usuwane z pamięci komputerów. Zatrzymanie danych obliguje
dostawców dostępu do Internetu i dostawców usług internetowych do
rutynowego rejestrowania i archiwizowania danych ruchowych przechodzących
przez ich serwery, ze wzglądu na potencjalną przydatność takich informacji dla
organów zajmujących się ściganiem przestępstw. Jest to więc rozwiązanie, które
z różnych powodów budzi obawy zarówno dostawców internetowych (problem
kosztów i wizerunku firmy), jak i zastrzeżenia organizacji i instytucji
odpowiedzialnych za ochronę danych osobowych (groźba naruszenia poufności
danych i możliwość inwigilowania kontaktów międzyludzkich w skali
masowej).
Retencja danych, niezależnie od toczących się na jej temat sporów i
prowadzonych aktualnie przez Komisję Europejską konsultacji jest instytucją,
która zyskała w niektórych krajach uznanie polityków i poparcie parlamentów,
a w konsekwencji - status prawny.
W Belgii wprowadzono ją ustawą z 28 listopada 2000 r. o przestępstwach
komputerowych, która zobowiązała pod groźba odpowiedzialności karnej
operatorów sieci i dostawców usług telekomunikacyjnych do przechowywania
przez okres co najmniej 12 miesięcy danych o połączeniach lokalnych i
dokonywanych z obszaru Unii Europejskiej. Obowiązek ten nałożono na
wszelkie kategorie operatorów, zarówno sieci publicznych, jak i prywatnych, w
tym intranetów poszczególnych instytucji i organizacji, bez wzglądu na typ
sieci (kablowe, radiowe, telefonii mobilnej, satelitarnej itd.). Do szeroko
zdefiniowanej kategorii „dostawców usług telekomunikacyjnych” zaliczono nie
tylko dostawców usług i aplikacji internetowych (dostawcy dostępu, usług
informacyjnych, wyszukiwarek, portali, list dyskusyjnych), lecz również
podmioty świadczące usługi o wartości dodanej, np. w zakresie kryptografii,
bankowości internetowej, nie wyłączając właścicieli cyberkawiarni i
administratorów anonimowych remailerów.
Retencję danych „komunikacyjnych” przewiduje brytyjska ustawa z 2001 r. o
przeciwdziałaniu terroryzmowi, przestępczości i bezpieczeństwie, która
upoważniła Ministra Spraw Wewnętrznych do wydania szczegółowych regulacji
w tym względzie, w szczególności - zbioru zasad (code of practice)
dobrowolnego zatrzymywania danych komunikacyjnych przez dostawców
usług. Opracowany przez Home Office kodeks praktyki określa rodzaje danych
komunikacyjnych, które dzieli na trzy kategorie (dane identyfikujące
subskrybentów, dane dotyczące ruchu oraz dane o korzystaniu z usług).
Precyzuje też czas przechowywania poszczególnych rodzajów danych
komunikacyjnych przez dostawców usług (np. dane dotyczące abonenta i dane o
połączeniach telefonicznych – 12 miesięcy, dane dotyczące SMS, EMS, e-mail,
logi ISP – 6 miesięcy, logi serwerów proxy – 4 dni).
2. Ewolucja regulacji prawnej w Polsce
Równie szczegółowych regulacji w omawianym zakresie polskie prawo nie
zawiera. Zamiast jasnych, nie budzących wątpliwości interpretacyjnych
przepisów określających „kto?”, „co?” i „w jaki sposób?” ma przechowywać,
dysponujemy ogólnymi, nie w pełni spójnymi ze sobą unormowaniami, z
których nie łatwo wywieść jednoznaczne odpowiedzi na wyżej postawione
pytania.
Źródłem trudności interpretacyjnych jest m.in. metoda wprowadzenia do
polskiego prawodawstwa instytucji retencji danych. Nie dokonano tego od razu
„frontowymi drzwiami”, tj. w drodze odpowiednich zmian ustawodawczych,
lecz wykorzystano w tym celu (z naruszeniem, jak się wydaje, art. 49
Konstytucji RP) akty podstawowe. Genezy omawianej instytucji można
szukać w projekcie rozporządzenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i
Administracji z grudnia 2000 r. w sprawie szczegółowych wymagań i sposobu
wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności, bezpieczeństwa
państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego, który przewidywał
„ciągłe” monitorowanie użytkowników sieci telekomunikacyjnych, w tym
Internetu. Projekt tego rozporządzenia wywołał falę krytyki, w wyniku której
MSWiA wycofało się z jego popierania.
Instytucja retencji danych wprowadzona jednak została do systemu prawnego
„kuchennymi drzwiami” przez inny resort. Pojawiła się ona w obowiązującym
do dziś rozporządzeniu, które wydał Minister Infrastruktury w styczniu 2003
r. Ten akt wykonawczy do nieobowiązującej już ustawy – Prawo
telekomunikacyjne z 2000 roku, nakłada na operatorów m.in. obowiązek
zapewnienia „uprawnionym podmiotom” dostępu do posiadanych przez
operatorów danych „z ostatnich 12 miesięcy” ( § 5 pkt 7). Tym samym,
rozporządzenie zobowiązuje operatorów do przechowywania - na potrzeby
organów ścigania i bezpieczeństwa publicznego - danych „związanych ze
świadczoną usługą” (§ 2 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia) przez okres 12 miesięcy,
od chwili powstania danych.
Obecnie retencja danych jest instytucją prawną o charakterze ustawowym.
Uzyskała ten status na mocy przepisów nowego prawa telekomunikacyjnego.
Zgodnie z art. 165 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. – Prawo telekomunikacyjne
(dalej: Ustawa), operatorzy publicznych sieci telekomunikacyjnych oraz
dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych są obowiązani („z
uwagi na realizację przez uprawnione organy zadań i obowiązków na rzecz
obronności, bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego”) do
przechowywania przez okres 12 miesięcy przetwarzanych przez te podmioty
danych transmisyjnych dotyczących abonentów i użytkowników końcowych .
Aktualnie mamy więc do czynienia z sytuacją, w której dwa akty prawne –
rozporządzenie i ustawa regulują tą samą instytucją w niejednolity sposób.
Zakres tej regulacji - z wyjątkiem okresu retencji danych, który w obu
przypadkach wynosi 12 miesięcy – wykazuje bowiem różnice, które dotyczą
zarówno rodzajów danych podlegających zatrzymaniu, jak i podmiotów do tego
zobowiązanych.
3. Przedmiot retencji
Na podstawie rozporządzenia Ministra Infrastruktury, 12-miesięczne
zatrzymanie danych przez operatora dotyczy trzech kategorii informacji
będących w jego posiadaniu: 1) danych identyfikujących abonentów,
użytkowników i zakończenia sieci telekomunikacyjnych, 2) danych
dotyczących faktu, okoliczności i rodzaju połączenia oraz prób uzyskania
połączenia między określonymi zakończeniami sieci telekomunikacyjnych; 3)
danych identyfikujących zaskoczenia sieci telekomunikacyjnych, miedzy
którymi wykonano połączenie, w tym połączenie konferencyjne, oraz
lokalizacje tych zakończeń. Chodzi zatem o informacje stanowiące element
tajemnicy telekomunikacyjnej w rozumieniu art. 67 ustawy Prawo
telekomunikacyjne z 12 maja 2000 r.
W nowym prawie telekomunikacyjnym definicja ustawowa tajemnicy
telekomunikacyjnej (art. 159) jest bardziej syntetyczna i posługuje się pojęciem
„danych transmisyjnych”, które można uznać za ekwiwalent znaczeniowy
danych o ruchu (traffic data) i danych dotyczących lokalizacji (location data),
czyli pojęć występujących na gruncie wielu europejskich instrumentów
prawnych, w szczególności Dyrektywy 2002/58/WE z dnia 12 lipca 2002 r.
dotyczącej przetwarzania danych osobowych i ochrony prywatności w sektorze
komunikacji elektronicznej (dyrektywa o prywatności i komunikacji
elektronicznej), definiującej oba te terminy. Definicje te mają charakter
abstrakcyjny i nie nadają sie do bezpośredniego stosowania bez ich
odpowiedniej operacjonalizacji. Z uwagi na potrzeby organów stanowiących i
stosujących prawo, w Europie podejmowane są próby tworzenia pragmatycznie
zorientowanych definicji „danych o ruchu w sieci”.
Stosując kryterium funkcjonalne, do kategorii danych o ruchu, oprócz tzw.
danych bilingowych związanych z usługami telefonicznymi, zalicza się ok. 60
rodzajów danych stanowiących ślady elektroniczne, jakie pozostawiają po sobie,
w różnych miejscach sieci, użytkownicy usług telekomunikacyjnych związanych
z dostępem do Internetu. Na ogół jest to adres poczty elektronicznej, adres IP
komputera włączonego do sieci i wszelkiego typu logi. Niekiedy takie dane
nawigacyjne (ang. navigation data), takie jak URL (Unique Resource Locator)
odwiedzanych stron internetowych, oraz tzw. dane lokalizacyjne (ang. location
data), które pozwalają określić współrzędne geograficzne mobilnego terminalu,
jakim jest telefon komórkowy.
Typologie danych stanowiących potencjalny trop cyberprzestępcy bywają bardzo
rozbudowane i chociaż opierają się na różnych założeniach metodologicznych
często nawiązują do architektury sieci i protokołów komunikacyjnych TCP/IP.
Jedna z klasyfikacji - szczególnie użyteczna z punktu widzenia organów
ścigania, dzieli dane dotyczące aktywności sieciowej użytkowników Internetu
na trzy podstawowe grupy : dane zawierające treść (content), dane o ruchu
(traffic) i dane o dostępie (access). Przykładowo, wspomniane wyżej dane
nawigacyjne (URLs) oraz nagłówki wiadomości przesyłanych pocztą
elektroniczną zaliczane są do kategorii danych zawierających treść ze względu na
znajdujące się w nich informacje pochodzące od nadawcy e-maila lub
nawigującego po sieci internauty. Logi serwera WWW oraz dane adresowe email
(logi SMTP i POP 3), to wg wspomnianej typologii - klasyczne dane o
ruchu w sieci, natomiast adresy IP i logi RADIUS zaliczane są do danych
dostępowych.
W literaturze spotkać się można z opinią, że cechą większości prawnych
definicji danych o ruchu jest brak niezbędnej w tym przypadku precyzji.
Uwagą tę można również odnieść do prawa polskiego, które nawet na poziomie
przepisów wykonawczych nie daje wystarczająco dokładnych wskazówek jakie
dane podlegają retencji.
4. Ochrona prawna danych transmisyjnych
Klasyfikacje danych o ruchu mają walory poznawcze także z prawnego punktu
widzenia. Pokazują, że nie wszystkie dane przetwarzane dla celów
przekazywania komunikatów w sieciach telekomunikacyjnych są generowane
automatycznie i mają tym samym charakter czysto techniczny. Część z nich
stanowi w istocie przekazy informacji pochodzących od użytkowników. Mimo
tego dane o ruchu, które zawierają treść nie podlegają silniejszej ochronie
prawnej od danych stricte transmisyjnych, tj. generowanych automatycznie
przez system. Dane o ruchu są generalnie słabiej chronione pod względem
prawnym niż treść indywidualnych komunikatów, mimo iż nie jest to zgodne z
orzecznictwem Trybunału Praw Człowieka. Na tle porównawczym, standardy
ochrony prawnej tych danych są w Polsce szczególnie niskie na gruncie tzw.
„ustaw policyjnych”.
Świadczy o tym mało sformalizowany sposób uzyskiwania danych o ruchu od operatorów przez funkcjonariuszy Policji, ABW
i innych służb specjalnych. Przekazanie danych transmisyjnych może nastąpić
nawet na ustne żądanie uprawnionego funkcjonariusza i w odróżnieniu od
zatrzymania np. danych informatycznych jako dowodu przestępstwa lub
przechwytywania przekazów informacji nie podlega kontroli prokuratora lub
sądu.
Trzeba jednak podkreślić, że na gruncie Ustawy dane transmisyjne podlegają
ochronie prawnej nie tylko jako element tajemnicy telekomunikacyjnej, lecz
także jako dane osobowe. Ocena taka wynika z Dyrektywy 2002/58/WE z dnia
12 lipca 2002 r. o przetwarzaniu danych osobowych i ochronie prywatności w
sektorze komunikacji elektronicznej, oraz wzorowanych na tej Dyrektywie
przepisów rozdziału 4 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą
elektroniczną (dalej: usude). Kategoria danych transmisyjnych (w rozumieniu
prawa telekomunikacyjnego) występuje w usude pod nazwą „danych
eksploatacyjnych” (art.18 ust.5) i jest przez tą ustawę explicite traktowana jako
dane osobowe. Okoliczność ta rodzi określone implikacje prawne (wynikające z
ogólnych zasad ochrony danych osobowych) wobec operatorów publicznych
sieci telekomunikacyjnych oraz dostawców publicznie dostępnych usług
telekomunikacyjnych. Podmioty te w ramach reżimu retencji danych
transmisyjnych stają się bowiem administratorami danych w rozumieniu art. 7
ust. 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, ze
wszystkimi wynikającymi z tej okoliczności konsekwencjami prawnymi i
finansowymi.
Należy dodać, że ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną zobowiązuje
usługodawców jedynie do udzielania informacji o danych eksploatacyjnych
organom państwowym na potrzeby prowadzonych przez nie postępowań (art. 18
ust.6). Nie przewiduje natomiast obowiązku przechowywania przez określony
czas danych o ruchu przechodzących przez serwery ISP dla potrzeb organów
ścigania. Co więcej, ustawa ta, zgodnie z kanonem prawa europejskiego w
dziedzinie ochrony prywatności w sektorze telekomunikacyjnym, w zasadzie
zakazuje przetwarzania danych osobowych usługobiorcy po zakończeniu
korzystania z usługi (art. 19 ust.1 usude). Przewiduje jednak od tej zasady kilka
wyjątków i zezwala na przetwarzanie danych eksploatacyjnych po zakończeniu
korzystania z usługi przez usługobiorcę m.in., gdy istnieje ku temu podstawa w
odrębnej ustawie (art. 19 ust. pkt 4 usude). Czy i w jakim zakresie art. 165
prawa telekomunikacyjnego stanowi taką podstawę jest jednak kwestią otwartą.
W kontekście unormowań zawartych w obu wspomnianych wyżej ustawach nie
jest bynajmniej oczywiste „na kim” spoczywają obowiązki wynikające z art.
165 Ustawy. Można zastanawiać się nad tym, czy występujące w tym przepisie
pojecie „dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych” jest
równie pojemne i rozciągliwe jak jego odpowiednik w prawie belgijskim?
5. Podmioty zobowiązane do retencji danych
Wątpliwości interpretacyjne biorą się stąd, że analizowane pojęcie nie zostało
należycie zdefiniowane w Ustawie, nie wspominając już o rozporządzeniu
Ministra Infrastruktury, które posługuje się pojęciem „operator”. Z treści art. 2
pkt 27 Ustawy wynika, że „dostawcą usług” jest „przedsiębiorca
telekomunikacyjny, uprawniony do świadczenia usług telekomunikacyjnych”.
Kluczowe znaczenie dla wykładni terminu „dostawca usług” ma zatem pojęcie
„usługi telekomunikacyjnej”. Niestety, jej definicja nie jest szczególnie jasna.
Odnośny przepis stwierdza, że jest nią „usługa polegająca głównie – (podkr.
AA) na przekazywaniu sygnałów w sieci telekomunikacyjnej”. Jednocześnie
wspomniany przepis eliminuje z zakresu usługi telekomunikacyjnej usługę
poczty elektronicznej. W tym stanie rzeczy wykładnia językowo-logiczna
tego przepisu prowadzić może do następujących wniosków. Po pierwsze - na
dostawcy usługi poczty elektronicznej nie ciąży obowiązek retencji danych
transmisyjnych, o jakim mowa w art. 165 Ustawy, gdyż nie jest on dostawcą
usługi telekomunikacyjnej. Po drugie - z obowiązku retencji danych
zwolniony jest również dostawca usługi hostingu, który nie przekazuje
sygnałów w sieci telekomunikacyjnej, lecz przechowuje dane dostarczone przez
usługobiorców. Po trzecie – nie są zobowiązane do retencji danych także inne
podmioty świadczące usługi drogą elektroniczną; istota tych usług polega
bowiem na wysyłaniu i odbieraniu danych za pomocą systemów
teleinformatycznych (warstwa aplikacji), nie zaś na przekazywaniu sygnałów
w sieci telekomunikacyjnej (warstwa transportowa).
Jeżeli przesłanki, na których opiera się powyższe rozumowanie są trafne, to
można stwierdzić, że przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi, na których
spoczywa obowiązek retencji danych transmisyjnych są oprócz operatorów
publicznej sieci telekomunikacyjnej dostawcy publicznie dostępnych usług
telekomunikacyjnych, których świadczenie wymaga zgłoszenia. Chodzi więc o
dostawców: usług telefonicznych, transmisji danych oraz dostępu do sieci
Internet.
Jak wynika z przeprowadzonej analizy, polski model prawny retencji danych
różni się od belgijskiego głównie tym, że nie obejmuje wszystkich podmiotów
zaangażowanych w szeroko pojętą działalność telekomunikacyjną, włączając w
to wszelkie kategorie dostawców usług i aplikacji internetowych. Uzasadnia to
oczywiście pytanie, czy model ten jest racjonalny? Kwestia ta wiąże się jednak z
zasadniczym problem – racjonalności instytucji retencji danych w ogóle.
Szczegółowe omówienie tego zagadnienia wykracza poza ramy niniejszego
referatu. Spróbujmy zatem ograniczyć się do zasygnalizowania najważniejszych
argumentów podnoszonych w toczącej się obecnie w Europie dyskusji na ten
temat.
6. Standard unijny?
Impulsem do dyskusji i ogłoszonych przez Komisją Europejską konsultacji na
temat retencji danych jest projekt decyzji ramowej w tej sprawie, który został
zgłoszony przez cztery kraje członkowskie (Francję, Irlandię, Szwecję i Wielką
Brytanię) 28 kwietnia 2004 r.
W konsultacjach wzięli udział głównie przedstawiciele sektora gospodarczego
ICT (operatorzy telekomunikacyjni, ISP) oraz organizacje pozarządowe
zajmujące się ochroną praw i wolności obywatelskich. Wyniki konsultacji,
które przedstawiono na otwartym seminarium w Brukseli 21 września 2004 r.
są dość jednoznaczne. Większość z 65 otrzymanych odpowiedzi negatywnie
ocenia instytucję retencji danych i zajmuje krytyczne stanowisko wobec
projektu decyzji ramowej z 28 kwietnia 2004 r.
Podstawowe zastrzeżenia mają charakter prawny. Argumenty techniczne i
finansowe przeciwko proponowanym rozwiązaniom są jednak nie mniej istotne.
a. Zastrzeżenia prawne
Gromadzenie i przechowywanie danych stanowiących „prawdziwą kopalnią
wiedzy o życiu prywatnym i zawodowym użytkowników sieci
telekomunikacyjnych” dla potrzeb ewentualnych postępowań karnych jest
uznawane za nielegalne. Narusza bowiem zasadę proporcjonalności ingerencji
państwa w prawa i wolności obywatelskie, gwarantowane przez Europejską
Konwencję Praw Człowieka (art. 8) oraz ustawy zasadnicze większości krajów
europejskich, w tym Konstytucję RP (art. 31 ust. 3). Trzeba w związku z tym
przypomnieć, że na naruszenie zasady proporcjonalności - w odniesieniu do
nadmiernego gromadzenia informacji o obywatelach - powołuje się
uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 20 listopada 2002 r.,
który za niezgodne z konstytucją uznał „nałożenie na obywateli powszechnego
obowiązku ujawniania majątku w deklaracjach podatkowych” przez ustawą z
dnia 26 września 2002 r. o jednorazowym opodatkowaniu nieujawnionego
dochodu oraz o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa i ustawy – Kodeks
karny skarbowy (zawetowaną przez Prezydenta RP i uchyloną następnie
wspomnianym Wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego).
Alternatywnym dla retencji danych i zgodnym z zasadą proporcjonalności
rozwiązaniem, które uwzględnia m.in. Konwencja Rady Europy o
cyberprzestępczości oraz znowelizowane niedawno przepisy kodeksu
postępowania karnego, jest instytucja „zabezpieczenia danych” (preservation of
data).
Dotyczy ona danych, które aktualnie znajdują się w dyspozycji operatora sieci
lub dostawcy usług (tzw. dane historyczne) i polega „zamrożeniu” na żądanie
uprawnionego organu przez administratora systemu (w tym IAP i ISP)
określonych danych, znajdujących się w posiadaniu lub pod kontrolą osoby,
której taki nakaz dotyczy. Zakres stosowania omawianego środka jest
ograniczony do postępowań toczących się w konkretnych sprawach i określa
górną granicą czasu zabezpieczenia danych na nie więcej niż 90 dni, z
możliwością przedłużenia tego okresu w uzasadnionych przypadkach.
„Zabezpieczenie danych” jest środkiem mniej dolegliwym finansowo i
organizacyjnie dla dostawców internetowych niż „zatrzymanie danych”.
Stanowi też mniejsze zagrożenie dla praw i wolności obywatelskich niż
alternatywny z omawianych środków. Z obu tych względów „zabezpieczenie
danych” jest uznawane za wyraz racjonalnego kompromisu pomiędzy interesem
wymiaru sprawiedliwości a poszanowaniem praw i wolności obywatelskich nie
tylko w oficjalnych dokumentach Rady Europy, lecz także stowarzyszeń
operatorów telekomunikacyjnych.
b. Wątpliwości praktyczne
Operatorzy, w odróżnieniu od „lobby bezpieczeństwa publicznego”, dysponują
na poparcie zajmowanego w tej sprawie stanowiska przekonywującymi
dowodami, z których wynika, że kosztowe przechowywanie gigantycznych
ilości danych o ruchu w sieci przez okres 12, 36, czy nawet 60 miesięcy
(Włochy) jest w gruncie rzeczy niepotrzebne policji. W praktyce nie zdarza się
bowiem, by policja żądała od operatorów danych za okres dłuższy niż trzy
miesiące. Nawet po zamachu bombowym na metro w Madrycie w marcu 2004
r., policja zwróciła się do operatora telekomunikacyjnego o dostarczenie danych
za okres grudzień 2003 – marzec 2004.
Zwraca się również uwagę, że instytucja retencji danych, oficjalnie uzasadniana
potrzebą skutecznej walki z przestępczością zorganizowaną i terroryzmem nie
będzie spełniać pokładanych w niej oczekiwań. Ze względu chociażby na
właściwości technologii trudno zakładać, że zatrzymanie danych będzie
stanowić jakiś poważny problem dla osób zaangażowanych w poważną
działalność przestępczość lub terroryzm. Zarówno bowiem systemy wymiany
plików (p2p) jak i poczta webowa, używana jako „skrzynka kontaktowa”,
pozwalają obejść system kontroli danych o ruchu, co w konsekwencji niweczy
cel tej instytucji.
Wszystko to sprawia, że w chwili obecnej trudno prognozować jakie będą
dalsze losy instytucji retencji danych oraz związanego z nią projektu decyzji
ramowej z 28 kwietnia 2004 r. Można natomiast stwierdzić, że niezależnie od
tego, czy zatrzymanie danych stanie się standardem unijnym czy nie, aktualna
polska regulacja prawna w tym względzie wymaga gruntownych zmian.
Odbiega ona bowiem wyraźnie od wszelkich standardów.
